>  strona główna
Twoja wyszukiwarka

Firany

Firany? Dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej. Przecież która z nas, pań domu nie marzy o pięknym, wzbudzającym zachwyt nie tylko zazdrosnych sąsiadek oknie salonu bądź chociaż kuchni. Zdecydowałam się na zakup firan do salonu, nie rolety czy żaluzje, ale właśnie firany. Ciężkie, wielokrotnie marszczone w lilie bądź róże. Niech będzie romantycznie i swojsko.

Pamiętam z dzieciństwa ręcznie robione firany mojej stryjenki Zuzy. Miała niebiańską cierpliwość, która wyrażała się nie tylko w pobłażliwej reakcji na ekscesy podróżnicze jej męża ale również w naprawdę wysokim kunszcie koronkarstwa. Nawet z czasem, kiedy pogorszył się jej wzrok, a mąż miłośnik dróg, których jeszcze nie ma zapodział się gdzieś na bagnach Patagonii, wytrwale wytwarzała kilometry koronek, firan, obrusów, obrusików, taśm, serwetek, bieżników, ozdobnych poszewek na poduszki obitego zieloną tapetą w złote lampasy salonu.

Siadałam czasem u jej kolan i przyglądałam się wprawnym ruchom rąk. Mechanicznym, powtarzalnym, idealnie zsynchronizowanym. Spoglądała wtedy na mnie spod oka i udawała, że nie widzi mojego błagalnego wzroku, który wręcz szeptał : naucz mnie proszę, będę pilna i tym razem nic nie poplątam, obiecuję. Stryjenka co raz rzucała spokojne, długie spojrzenie przez okno. Jestem pewna jednak, że jej wzrok nie biegł gdzieś dalej przez podwórze z ogromnym platanem i objazdem dla bryczek, lecz zawieszał się na wzorze firany. Jakby kontrolowała jeszcze raz czy odpowiednio wykrochmalona i wyprasowana tkanina wystarczająco chroni ją przed światem. Zastygała bez ruchu na długie chwile, a ja przyglądałam się wraz z nią przez moment oknu, ale znudzona szybko znajdywałam sobie inny obiekt do obserwacji: ręce stryjenki Zuzy, a raczej jej dłonie. Blade i filigranowe poprzecinane delikatną siateczką żyłek, przebijających przez papierową skórę. Kilkakrotnie udało mi się uchwycić ich wzór, był taki sam jak na firanach jej okien.

Pojawiał się na chwilę przy drobnych ruchu palców, by za moment znów wydać się zwykłą dłonią. Uwielbiałam go śledzić, wyłapywać, chwytać momenty, kiedy się pojawiał. Teraz patrzyłam na swoje dłonie na sklepowej ladzie, trochę nieporadne, nieszkolone, zadbane. Położyłam je na wyłożone przez sprzedawczynię firany w róże i stokrotki i myślałam o stryjence i platanie.